Zbór Kościoła Wolnych Chrześcijan w WarszawieŚwiadectwa

  • Był taki dzień, że na mej drodze stanął Jezus...

  • Paweł Leszczyński

    Zauważyłem, że z wiekiem moja pamięć zawodzi, ale radość z nawrócenia i wdzięczność za okazaną mi łaskę do mojego Zbawiciela i Pana wzrasta. Jak to powiedział apostoł Paweł: „Lecz o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi, bylebym tylko dokonał biegu mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać świadectwo o ewangelii łaski Bożej” (Dzieje Apostolskie 20:24).
    Pragnienie to wynika z tego, co Jezus Chrystus zrobił dla mnie, co sam przeżyłem z moim Panem. Ponieważ bez Jezusa byłem zgubiony, bez nadziei, szedłem na wieczne zatracenie (cierpienie), nie zobaczyłbym Boga i nie miałbym z Nim społeczności. Miłość do Chrystusa nakłania mnie przez Ducha Świętego do świadczenia i ten Duch pomaga mi w tym aby moje świadectwo było prawdziwe: „Bo nie wy jesteście tymi, którzy mówią lecz Duch Ojca waszego, który mówi w was.” (Mateusz 10:20) „Dlatego w miejsce Chrystusa poselstwo sprawujemy, jak gdyby przez nas Bóg upominał; w miejsce Chrystusa prosimy: Pojednajcie się z Bogiem.” (2 Koryntian 5:20)

  • Lidia Sameryt

    Odkąd sięgnę pamięcią, Słowo Boże było obecne w moim życiu. Moi rodzice dzięki łasce Bożej są osobami wierzącymi. Każde z nich w wyznaczonym czasie oddało swoje serce Panu Jezusowi Chrystusowi. Kierując się słowami zapisanymi w 2 Liście św. Pawła do Tymoteusza 3;14-17, starali mi się wpoić umiłowanie do słów które zostały zapisane w Biblii. Prowadzili mnie na wszystkie nabożeństwa, regularnie chodziłam też na szkółki niedzielne na których nam dzieciom w prosty sposób było wykładany Stary i Nowy Testament. Od dziecka wiedziałam co dla nas ludzi wykonał Pan Jezus, znałam historię Jego życia tu na ziemi. Jednak zawsze żyłam w przekonaniu, że Pan Jezus umarł za grzechy wszystkich ludzi, że chce zbawić każdego człowieka. Oczywiście jest to prawdą, ale dużo później zdałam sobie sprawę z tego, że umarł za mnie, za moje grzechy.

  • Paweł Sameryt

    Urodziłem się w rodzinie katolickiej i choć moi rodzice dbali abyśmy ja i moi dwaj młodsi bracia regularnie uczęszczali na msze to jednak nie byli jakimiś zagorzałymi katolikami. Po prostu zwykłymi parafianami jakich wielu. Wierzący i praktykujący – jak określają się często ludzie chcąc zaznaczyć, że poza sama wiarą ważne jest dla nich także chodzenie do kościoła.

    Każdego roku zawsze obchodziliśmy prawie każde święto kościelne (poza najważniejszym Bożym Narodzeniem i Wielkanocą). Rodzice pilnowali by chodzić do spowiedzi, przystępować do komunii, być na lekcjach religii, brać udział w różnych procesjach. Czasami pytali czy modliliśmy się wieczorem. Odpowiadałem „Tak” bo głupio było powiedzieć „Nie”. Z czasem gdy dorastałem wieczorna modlitwa stała się już regularna i nie była wyuczona na pamięć. Mówiłem własnymi słowami i modliłem się tak jak wierzyłem. Tak o to mijały całe lata. Na lekcjach religii wpajano mi i uczono całej tej kościelnej tradycji, którą stawia się ponad Biblię. W domu na ogół nie mówiło się o Bogu i nie czytało Biblii. Był jednak jeden wyjątek: moja babcia.

  • Natalia Arciszewska

    Wychowałam się w rodzinie chrześcijańskiej. Moi rodzice, odkąd pamiętam, czytali mi Biblię w domu i zabierali na nabożeństwa do zboru. Zawsze miałam w sobie takie poczucie, że jestem osobą wierzącą. Było tak do pewnego momentu.

    Gdy miałam 11 lat wyjechałam na obóz chrześcijański. Tam też rozmawiałam z moją koleżanką, która właśnie się „nawróciła”. Na tą wieść ucieszyłam się, nie zdając sobie sprawy, co tak naprawdę kryje się za tymi słowami. Dziewczyna postanowiła opowiedzieć mi swoje „świadectwo nawrócenia”. Po wysłuchaniu jej opowieści zaczęłam się zastanawiać jak to jest, że ja też jestem „nawrócona” czy „wierząca” (przynajmniej za taką się miałam), a nie mam żadnego świadectwa, żadnej opowieści, jak Pan Bóg zmienił moje życie… oczywistym było dla mnie, że Pan Jezus umarł na krzyżu, i że stało się to, by grzechy całego świata były odpuszczone. Pominęłam tylko jeden szczegół – w tym świecie żyłam i JA…

  • Andrzej Borucki

    Pierwszy raz zetknąłem się z prawdziwą Ewangelią latem 1999 roku. Byłem wtedy jeszcze w wojsku. Na dworcu w Lęborku zobaczyłem ludzi, którzy prawdopodobnie głosili Słowo Boże. Nie wiedziałem skąd są, ani jak się nazywają. Nawet nie interesowało mnie to. Moją uwagę zwróciło jednak to, co mówili. Z pełnym przekonaniem twierdzili, że „jeśli chodzisz do kościoła - nie znaczy to jeszcze, że jesteś chrześcijaninem; nie znaczy o tym również fakt, że się modlisz, żyjesz porządnym życiem, spełniasz dobre uczynki”. Pomyślałem sobie wtedy: „W takim razie kim ja jestem?” Pozostawili mnie jeszcze z pytaniem: „Jeśli chcesz żyć dla Boga, czy będziesz potrafił zrobić dla Niego wszystko?”. Wtedy myślałem, że tak. Największe wrażenie wywarły na mnie ich słowa, że to Pan Bóg kazał im przyjść tego dnia w to miejsce i głosić Ewangelię.

  • Alicja Habdas

    Wczesne niedzielne popołudnie..... sierpień.... jeszcze kilka dni temu byłam na Mazurach pod namiotem.... z radia dobiega przebój Budki Suflera...... podeszłam do regału i wzięłam notes z tekstami piosenek.... pośpiewam sobie....

    Wzięłam też jedna z książek. Sama nie wiem dlaczego. Przebój już się skończył. Zaczęłam czytać. Książka zaciekawiła mnie. Czytałam ja przez kilka kolejnych dni. Dotąd nic nie wiedziałam o Panu Jezusie. Teraz Go poznawałam.

  • Anna Malinowska

    „Dla czystych wszystko jest czyste, a dla pokalanych i niewierzących nic nie jest czyste, ale pokalane są zarówno ich umysł, jak i sumienie. Utrzymują, że znają Boga, ale uczynkami swymi zapierają się Go” [Tyt.1; 15-16]

    Wychowana w rodzinie katolickiej, zawsze wydawało mi się, że znam Boga, że jestem wierząca, nawet kiedy robiłam wszystko, co temu przeczyło. Wystarczało przecież zdawać sobie sprawę, że On jest gdzieś tam daleko, niedostępny, i żyć dalej „po swojemu”. Tak więc chodziłam do kościoła, uczestniczyłam w mszy wierząc, że w celebrowanym opłatku symbolicznie siedzi sobie Pan Jezus. W miarę regularnie spowiadałam się księdzu, nie wiedząc jeszcze wtedy, jak bardzo katolicka tradycja przeinaczyła i wypaczyła naukę Naszego Pana Jezusa Chrystusa, stawiając księdza równym Bogu w odpuszczaniu grzechów. Nie trzeba dodawać, że spowiedź taka nie zmieniała w moim postępowaniu dosłownie NIC, więc zaczynałam ją również traktować machinalnie. Tylko, że ciągle czułam, że „coś tu chyba jest nie tak” i brakowało mi czegoś istotnego w religii. Podświadomie czułam że tradycja katolicka pozbawiona jest Najważniejszego. Nie trzeba dodawać, że nie radziłam sobie z życiem i ze sobą, bo mimo „nowoczesności” i „otwartości na świat” dręczyły mnie wciąż wyrzuty sumienia, że nie żyję tak, jak powinnam.

  • Adam Wójcik

    „ o czy chcesz, o czy chcesz z nami iść…”

    Powyższe powtarzające się słowa w pieśni pt. „ Do cudnej pielgrzymujem chwały” przyczyniły się między innymi do tego, że uwierzyłem w Pana Jezusa Chrystusa, jako Syna Bożego, który na wzgórzu Golgoty umarł za mnie. Chcę się tym podzielić, ponieważ to wydarzenie całkowicie zmieniło moje życie.

    Wychowywałem się w domu gdzie mój ojciec był politykiem (był nawet posłem do Sejmu RP z ramienia Stronnictwa Ludowego), a moja mama w swoim czasie uwierzyła całym sercem w Pana Jezusa i uczęszczała do Chrześcijańskiego Zboru w Warszawie.

Zapraszamy na zgromadzenia

Niedziela godz.10:00, czwartek godz.19:00. Warszawa ul. Kurpiowska 5.